Grudzień, hej.
Nowy rok, nowa ja. Powtarzam sobie to co roku, choć już od dawna nie planuję: a) schudnięcia, b) zrobienia oszałamiającej kariery, c) przeczytania wszystkich 183937 pozycji z TBR, d) zostania wojownikiem, e) gotowania potraw kuchni etiopskiej w poniedziałek po pracy. To nie wyjdzie. Przemyślałam, może wyjść: a) zaprzestanie wpieprzania bułek na każdy posiłek dnia b) utrzymanie pracy c) przeczytanie czegokolwiek d) zostanie. e) gotowanie w poniedziałek ( frankfuterki TEŻ trzeba ugotować, bo są ble na zimno). Nie mam na nic czasu. Codziennie mam wrażenie, że moje życie to przetrwanie: przetrwanie wstawania, przetrwanie drogi do przedszkola, przetrwanie ludzi, którzy są dookoła mnie, przetrwanie telefonów, papierów i wątów, przetrwanie placu zabaw i wreszcie - dotrwanie do łóżka. Nie umiem organizować, życiowe zaległości zaczynają mnie przytłaczać. To upierdliwie, męczące i - mam wrażenie - stałe. Ale może mam po prostu taki dzień i j...